Nasza wyprawa dobiegła końca... Wszyscy wróciliśmy bezpiecznie do domu w piątek 28 lipca, pokonując grubo ponad 4500 km, jadąc 52 autami i odwiedzając 8 państw. :)
Niestety, pomysł na blog upadł w trakcie wyjazdu, tylko ze względu na zacofanie Europy i brak dostępu do neta... :( Powstała jednak nowa idea - strona przedstawiająca całą naszą wyprawę z opisem dzień po dniu, zdjęciami i mapami. Jak tylko będzie gotowa damy znać o adresie!
sobota, 30 lipca 2011
środa, 13 lipca 2011
Bon jour Luxembourg!
Pozdrowienia z.. MacDonalda. Tym razem nie w Kostrzynie, ale w Luksemburgu. Nie nasza wina, że w innych makach mają nieogarniętego neta... a poza tym teraz eduroam robi :P (Viva la UAM!). Wszyscy żyją, wszyscy zdrowi, jeszcze suszi (po wczorajszym :P). Deszcz nas goni od wczoraj i chyba dziś uda mu się nas dorwać. Jedyna szansa na suche portki to dotarcie do Dijon, gdzie mamy nocleg pod dachem... ale to chyba nie dziś, bo daleko.
Aktualnie czekamy na drugą ekipę, bo utknęli gdzieś na autostradzie, także znów jesteśmy pierwsi (pozdrowienia Misiaczki! :P). Jak dotrą to pozwiedzamy miasto i lecimy dalej, szukać kolejnego noclegu koło stacji benzynowej na "hajłeju".
Od czasu ostatniego posta wiele się działo, więc piszemy w skrócie: w swiecku złapaliśmy stopa do samego Duisburga, a tam przejął nas "DJ" i tak znaleźliśmy się pod Eindhoven. Nockę przemiliczymy (pozdrowienia dla Bułgarów, trzęsących pół nocy vanem). Rano okazało się, że gęsty, ciemny, straszny las to rząd drzew za którym była piękna łąka na namiot :P Rano ruszyliśmy do Amsterdamu, gdzie rozbiliśmy się na kempingu i ruszyliśmy zwiedzać miasto. W poniedziałek zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy w kierunku autostrady, łapać stopa w kierunku brukseli. Wydostanie sie z amsterdamu okazalo sie trudniejsze niz myslelismy ale o 24 spalismy juz w namiotach... pomiędzy autostradą i szybką koleją, na granicy holendersko-belgijskiej :D Rano okazało się, że była to także polna droga. :P Ku naszemu zdziwieniu, nawet jeździły po niej samochody - dobrze, że dopiero rano. We wtorek dotarliśmy do brukseli objąć prezydencje. gdyby nie plecaki to wjechalibyśmy w naprawde dobrym stylu, a tak wygladalismy dosc marnie posrod rzedu garniturow. Po zwiedzaniu, dłuuuuugi spacer na ring i łapanie stopa na miejsce noclegu. Dojechalismy do stacji pod Rochefort i tam rozbiliśmy namioty. (Stacje Total to najlepsze stacje ever!) Po wieczorze spedzonym z najlepszym kierowcą TIRa w Polsce (pozdrowienia dla Tomka i galarciku teściowej), zasnelismy na srodku belgiskiego pola. Dzisiaj dotarlismy do Luksemburga i jak juz pisalismy - czekamy na reszte ekipy, zeby pozwiedzac. potem znow ruszymy, aby dotrzec gdzies na nocleg ;)
Aktualnie czekamy na drugą ekipę, bo utknęli gdzieś na autostradzie, także znów jesteśmy pierwsi (pozdrowienia Misiaczki! :P). Jak dotrą to pozwiedzamy miasto i lecimy dalej, szukać kolejnego noclegu koło stacji benzynowej na "hajłeju".
Od czasu ostatniego posta wiele się działo, więc piszemy w skrócie: w swiecku złapaliśmy stopa do samego Duisburga, a tam przejął nas "DJ" i tak znaleźliśmy się pod Eindhoven. Nockę przemiliczymy (pozdrowienia dla Bułgarów, trzęsących pół nocy vanem). Rano okazało się, że gęsty, ciemny, straszny las to rząd drzew za którym była piękna łąka na namiot :P Rano ruszyliśmy do Amsterdamu, gdzie rozbiliśmy się na kempingu i ruszyliśmy zwiedzać miasto. W poniedziałek zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy w kierunku autostrady, łapać stopa w kierunku brukseli. Wydostanie sie z amsterdamu okazalo sie trudniejsze niz myslelismy ale o 24 spalismy juz w namiotach... pomiędzy autostradą i szybką koleją, na granicy holendersko-belgijskiej :D Rano okazało się, że była to także polna droga. :P Ku naszemu zdziwieniu, nawet jeździły po niej samochody - dobrze, że dopiero rano. We wtorek dotarliśmy do brukseli objąć prezydencje. gdyby nie plecaki to wjechalibyśmy w naprawde dobrym stylu, a tak wygladalismy dosc marnie posrod rzedu garniturow. Po zwiedzaniu, dłuuuuugi spacer na ring i łapanie stopa na miejsce noclegu. Dojechalismy do stacji pod Rochefort i tam rozbiliśmy namioty. (Stacje Total to najlepsze stacje ever!) Po wieczorze spedzonym z najlepszym kierowcą TIRa w Polsce (pozdrowienia dla Tomka i galarciku teściowej), zasnelismy na srodku belgiskiego pola. Dzisiaj dotarlismy do Luksemburga i jak juz pisalismy - czekamy na reszte ekipy, zeby pozwiedzac. potem znow ruszymy, aby dotrzec gdzies na nocleg ;)
sobota, 9 lipca 2011
Gdzie są Niemcy?!
Po ciężkim pakowaniu i z jeszcze cięższym plecakiem przeszliśmy do najcięższego etapu - wyprawy :P Pierwszy wpis z McDonalda w Kostrzynie nad Odrą, po złapaniu 4 pierwszych stopów. Wszyscy zdrowi, pogoda dopisuje, Europa czeka. Pozdrawiamy pana co jadł czosnek na śniadanie i zwiedził Rumunię seicento, drugiego pana pt: "bądź panem swojego czasu", parę "gadułę i milczkę" jadących do zoo oraz francuskiego "księdza", który zaznaczył, że "wieczność jest dłuższa niż nasza podróż" :D Idziemy dalej łapać stopa na dawnej granicy polsko-niemieckiej, ciesząc się, że nie ścigamy się z drugim team'em, który zapewne dojeżdża już do Hannoveru :)
poniedziałek, 4 lipca 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
